czwartek, 30 sierpnia 2012

Ask.fm

Siema ludziska :D

Założyłam sb konto na ask.fm więc możecie zadawać pytania :p

ask.fm/Karlee1D


Karlee. ;*

posted from Bloggeroid

środa, 29 sierpnia 2012

Widocznie masz za wysokie ego! - 12

Z 10 razy przyjrzałam się zdjęciu chłopaka z którym nie jako miałam się 'całować' . Na samo to słowo rzygałam tęczą. Nie wiem jak wy ale ja preferuję bycie singlem ale ciągle mi ktoś marudzi że zaraz będę miała 20 lat powinnam mieć przynajmniej chłopaka- a do mnie to tak mogą gadać jak do słupa. Mi bycie singlem nie przeszkadza.

Zapukałam do pokoju Mayi.
-Gotowa?
-No tylko buty wezmę.
-Ok. To czekam.
-Możemy iść.
-Spoko.- szliśmy tak w ciszy. Szczerze? Trochę mnie to wkurzało.
-Am..
-No?
-Bo ten..ja chciałabym cię przeprosić za..
-Nie ma sprawy. Przeprosiny przyjęte.- przytuliłam ją.
-To ten ty idź pierwsza a ja będę szła kawałek za tobą.
-Ok- uśmiechnęłam się. Z daleka zobaczyłam chłopaka całkiem całkiem podobnego do tego chłopaka ze zdjęcia. Czapka skate czarna z zielonym daszkiem na głowie, okulary przeciwsłoneczne, czarny t-shirt z wizerunkiem Boba Marleya.
Kiedy on skierował wzrok w moją stronę puściłam mu oczko, a on się uśmiechnął. Mam nadzieję że zakumał ten gest i wie że ja to ja. Podeszłam do niego i zaczęłam go całować. Miał Hmm.. Ciepłe wargi. Chwila nie pewności z jego strony i sam odwzajemnił pocałunek. Po chwili kiedy chciałam się odsunąć on mnie przetrzymał w tali i szepnął:
-Jeszcze chwile, tak cudownie całujesz.- Ze zdziwienia aż otworzyłam lekko usta a on wtedy znów się wpił w moje wargi i wsunął język do mojej buzi. Nie wiem czemu ale zrobiło mi się przyjemnie ciepło w brzuszku. Może tego właśnie mi brakowało od kilku miesięcy? Nie wydaje mi się że to ja ' cudownie całuje ' bo zbyt dobrego doświadczenia w tym to ja nie mam ale za to on był jakby idealny. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i delikatnie odsunęłam się od niego.
- Przejdźmy się.
- Oczywiście.- po chwili jego telefon zadzwonił.
-Przepraszam.- kiwnełam tylko głową i sama wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać sms do Mayi.
' Ja swoje zadanie wykonałam. Jutro twoja kolej :p A tym czasem chciałabym żebyś szła już do hotelu. Zobaczymy się później :))'
Po chwili ona odpisała.
' Jestem już prawie pod hotelem :p Poraz pierwszy cię widzę jak się całujesz. Czyżbyś zawierała nowe znajomości.?
Kc siostra :D '
Uśmiechnęłam sama do siebie i schowałam telefon. Ten 'bezimienny' skończył rozmawiać i ruszyliśmy do parku.

~Zayn~
Dziewczyna w lokach zaczęła mnie całować. Tak poprostu zatrzymała mnie na ulicy i zaczęła całować. Chyba to była ona- znaczy dziewczyna o której mówił mi Liam. Ale jej usta były takie miękkie że kiedy chciała przerwać ten pocałunek przytrzymałem ją w tali żeby się nie odsunęła i szepnąłem ' czułe ' słówko. Mówiąc jej to nie skłamałem. Na prawdę zajebiście całowała. Poziom podniecenia wzrastał szczególnie kiedy wziąłem rękę z jej tali i przypadkowo położylem na jej tyłku. Poczułem że moje spodnie w kroku się lekko unoszą. Mam nadzieję że dziewczyna którą całowałem nie poczuła niczego. Ta odległość ciał między nami była minimalna przecież sam ją do siebie przyciągnąłem. To było dziwne. Jeszcze nigdy mój 'kolega' nie stanął tylko dlatego że się z kimś całowałem a dłoń przypadkowo spoczywała na jej tyłku. Jej ciało nawet nie drgnęło ale za to uśmiechnęła się przez pocałunek.

Gdy mieliśmy już iść zadzwonił Liam.
-I jak?
-Stary dzwonisz w nieodpowiednim momencie.
-Domyślam się. Powiedz tylko: udało się?
-Tak.
-Poznała cię?
-Książkę piszesz?
- Dobra, dobra. Narazie- zaśmiał się i rozłączył .

-Tak na marginesie to jak masz na imię?
-Amy, a ty?
-Zayn. - wtedy ona się zaśmiała.
-Coś nie tak?
- Wszystko w porządku. Tylko jak wtedy tam staliśmy poczułam twojego kolegę na swoim udzie, rękę na tylku i język w buzi.
-Nie mów że ci się nie podobało bo ci nie uwierze. Twoje ciało nawet nie drgnęło.
-Co mi się podobało? Kolega, ręka, pocałunek czy język?
-Wszystko.
-Kolegi nie widziałam, ręka była na moich tyłach co do niej to chyba ja się ciebie powinnam zapytać czy ci się podobało a z grzeczności jej nie strzepnęłam, pocałunek był..Hmm..brakowało mi tego, a język to podstawa namiętnego pocałunku nie?
-To prawda.
-Po za tym sam mi go wsadziłeś do buzi.
-Zawsze tak robię.
-Lepsze podniecenie? - miałem wrażenie że śmiała się ze mnie.
-Nie moja wina że tak działasz na mnie. Poprostu podniecasz mnie a mój kolega nie szczędzi czułości.
-Jakie romantyczne wyznanie.
-Oczywiście.
-Tak po za tym dziękuje że się zgodziłeś mi pomóc. Nie chciałam się całować z byle kim.
-Czyli nie jestem byle kim.
Nawet mnie nie znasz.- zaśmiałem się.
-Ale jesteś kumplem kogoś kogo ja znam.
-Dobry początek znajomości. Zanim poznałem twoje imię miałem okazję cię pocałować.
-Tak apropo to świetnie całujesz.
-wiesz..lata praktyki..- poruszałem snieszne brwiami.
-Jasne..- zasmiała się. Ja stanąłem przy nie i ją przyciągnąłem do siebie tak aby spojrzała mi prosto w oczy. -Poraz kolejny ci powiem że świetnie całujesz ale najpierw muszę to jeszcze raz sprawdzić.

~Amy~
Nie wiedziałam co mam zrobić, jak zareagować kiedy on mnie znowu pocałował. Ale przecież jestem człowiekiem wolnym bez żadnych zobowiązań więc to chyba nic złego. Może to się za szybko dzieje..
-Nie powinniśmy..- powiedziałam kiedy oderwałam się od niego.- Dlaczego to zrobiłeś?
-Bo.. Nie znam cię zbyt długo ale ten niby przypadkowy pocałunek dał mi do myślenia i uświadomiłem sobie że mi się podobasz.
-Ale Zayn to się dzieje za szybko.
-Ale skoro będzie nam pisane to czy teraz będziemy się całować czy nie to i tak nic nie zmieni.
-Mam nadzieję że nie byłeś w związku i nie zdradziłeś swojej dziewczyny ze mną.
Tymczasem żegnam.
- Amy stój.
Nie uciekniesz przede mną.
-Twój pech. Uciekne. Mieszkam w innym mieście.
-Znajdę cię nawet na końcu świata.- nie odezwałam się nawet do niego tylko ruszyłam przed siebie. Po chwili on mnie złapał za nadgarstek i przycisą do samochodu.
-Jeśli ktoś mi się podoba Nigdy nie odpuszczam.
-Nawet jeśli ktoś nie chce się z tobą całować i tak ją calujesz bo ona ci się podoba.
Nie obchodzi cię że ty jej się Nie podobasz?
-Podobam się każdej dziewczynie. Fanki mnie kochają. Kilka milionów dziewczyn chciało by być teraz na twoim miejscu i chciało by się całować z Zaynem Malikiem.
-Widocznie masz za wysokie ego.
-Gdyby doszło do czegoś więcej nie potrafiłabyś ni się oprzeć.
-Mylisz się kochanie.
-Prowokujesz..
-Wcale nie.
-Przekonajmy się- chłopak otworzył drzwi twohego auta a ja posłusznie wsiadłam. Co ja zrobiłam uświadomiłam sobie w połowie drogi.
-Gdzie ty jedziesz?
-Do mojego domu.
-Po co?
-przekonać się czy się będziesz potrafiła mi die oprzeć.
-Nie musimy sprawdzać . Ja ci mówię że potrafię.
-A ja jednak wolę to sprawdzić.
- Proszę bardzo jak sobie życzysz. - warknęłam lekko zirytowana. Do samego domu się do niego nie odzywałam. Kiedy stanęliśmy pod jego domem, wzięłam od niego klucze i otworzyłam dom. Zayn złapał mnie za rękę i ciągnął na górę.
W pokoju zaczęliśmy się całować on ściskał rękami moje pośladki. Nie chciałam tak szybko tego przerywać. Niech pomyśli że jest taki Zajebisty i że również mu się nie mogę oprzeć.
Chłopak położył mnie delikatnie na łóżku i zaczął całować po szyi. Chciał całować niżej lecz miałam bluzkę więc ściągnął ją ze mnie potem ja jego t-shirt i zaczęłam całować jego tors. Wpadłam w jakiś trans chciałam to przerwać ale nie umiałam. Zaczęłam rozwinąć guziki u jego spodni.
-Nie. Teraz ja.- rzucił i zabrał się za odpinanie mojego stanika. Wkońcu go ściągnął. Rękami pięścił moje pierś a w między czasie całował się ze mną. Wkońcu z powrotem zacZął całować mnie po szyi potem po piersiach. Delikatnie przyssał się po moich sutków. Jeździł palcami po nich co obrzydliwe łaskotało. To było takie przyjemne uczucie. Jego język nadal tkwił tam a rękoma odpiął guziki. Miał rację nie umiem mu się oprzeć. Jego ciało jest cudowne. Ale opamiętałam się.
-Dosyć.
-Uspokuj się. Dokończmy to. I tak nie umiesz mi się oprzeć. Daj mi tą satysfakcję i zdejmij spodnie. Napewno już nie jeden chłopak miał okazję się z tobą zabawić.
-Nie. To i tak za daleko zaszło.
-Daj mi 10 minut. Wejdę w ciebie kilka razy i dam ci spokój.
- czy ty sprowokowałeś mnie tylko dlatego żeby mnie przelecieć.?
-Jesteś za piękna jak tylko na jedną noc. Potrzebuje czegoś więcej. A było tak blisko.
-Zobaczyłeś wystarczająco dużo. Rozebrałeś mię prawie do naga.
-Masz piękne piersi.
-Nie przerywaj.
-Nie umiem.
-Nie dam ci dupy. Nie sypiam z byle kim. Jesteś obrzydliwy.
-Chyba seksowny.
-Na co ty liczysz?
-Że uda mi się zdobyć twoje serce.- mówiąc to położył mi rękę na sercu albo raczej na piersi.
-Zabieraj rękę ze mnie.
-Nie.
-Czy ty nie rozumiesz jak ktoś ci odmawia współżycia? Człowieku ja cię znam ze 3 godziny a już mam ci włazić do łóżka.?
-Jak napisze na twitterze że dziewczyna nie chciała się ze mną przespać to powiedzą że jesteś normalna.
-Nie obchodzi mnie co ludzie pomyślą.
-Ostra jesteś.
-Wiesz co? jak cię poznałam myślałam że jesteś normalny a teraz widzę że jednak nie. Jesteś chorym egoistom i do tego na siłę próbujesz mnie zatrzymać w swoim łóżku i mnie przelecieć. Nie czaję o co ci chodzi. Każdą dziewczynę próbujesz przelecieć?
-Nie tylko te które ni się podobają.
-Ale ty mi się nie podobasz.
-Wiem że kłamiesz.
-Wcale nie.
-No to spójrz mi prosto w oczy i mi to powiedz.
-Nie potrafię.
-Czyli jednak lecisz na mnie.
-Dobra lecę,na ciebie! Nie moja wina że masz zajebistą klate, jesteś seksowny i przystojny i od jednego pstryknięcia palcem każda laska jest twoja. Mógłbyś każdą mieć w łóżku, a jednak nie wiem po co przypierdoliłeś się do mnie. Pasuje? - powiedziałam dla świętego spokoju.
-Nie.
-Czego ty ode mnie chcesz?
-Tego? - wskazał na łóżko.
-Nic z tego.- Ubrałam stanik i bluzkę i chciałam wyjść.
-Zrozum to że między nami nic nie było, i nie będzie. To co się tu stało- masz o tym zapomnieć. Nigdy nie byłam u ciebie w domu, nie leżałam u ciebie na łóżku, a ty mnie nie namawiałeś do kontynuaucji sexu. Nie rozbierałeś mnie i nie widziałeś mnie nago. Traktuje cię jak kumplai i lubie cię. A mi się podoba ktoś inny i mam nadzieję że nam wyjdzie.
A teraz wychodzę a ty tu zostajesz. Mnie tu nie było nie próbuj mnie zatrzymać.


Ledwo wyszłam z jego domu wyciągnęłam telefon i weszłam na twittera i wpisałam krótki tekst.
' Popełniłam największą głupotę na świecie.. :( żałuję xx.'
Poszłam do hotelu.
-Majka..
-Co jest..?
-Nie mam się w co ubrać..
-Jak to nie masz się w co ubrać.?
-Bo przywiózł mnie pewien chłopak i w jego samochodzie została moja torba z ubraniami.
-Mogę ci pożyczyć sukienkę albo spódniczke.
- Kurwa.
-Pokaż to. Wybrałam jakąś czerwoną zwiewną sukienkę do kolana z jakimś tam niebieskimi kwiatami. To była jedyna sukienka która mi się podobała ale oczywiście: dekold do kolan. Przebrałam się zapożyczyłam czarne balerinki i jakąś tam torebkę bo telefon i kasę mieć muszę.
Maya zobaczyła mojego doła i od razu zapytała co się stało na co ja pokazalam jej wpis na Tt.
Ona wysłała mi wiadomość.
M: Jaką?
A: Nwm czy ci o tym powiedzieć.
M: A ufasz mi?
A: Ufam.
M:To mów. - wtedy nie chciało mi się pisać i zaczęłam
opowiadać.
-Wtedy poszłam się z nim przejść. Gadaliśmy o tym całym ' pocałunku'. Wtedy on znowu mnie pocałował powiedziałam mu że nie chce i chciałam iść a on że mnie znajdzie nawet na końcu świata. Potem powiedział że gdyby doszło do czegoś więcej to bym mu się nie potrafiła oprzeć. Pojechaliśmy do niego. Oprzytomniałam jak chciał mi zdjąć spodnie. Potem chciał koniecznie mnie przelecieć i doszło do niecnej wymiany zdań po czym wyszłam.
-Uhuhuuu.. no ostro. Mała nie przejmuj się. Ja tak zrobiłam z 3 razy.
-Ale mi się podoba ktoś inny.
-bym ci coś powiedziała o tym chłopaku ale to by mogło zaboleć.
-Więc lepiej nie mów.
Dzieki. Ja już lecę umówiłam się i nwm kiedy wrócę.
-Weź kartę do pokoju .
-Dzieki.
-Narazie.
---------------

Witajcie!

Tak, tak wiem nie spodziewaliście się takiego obrotu sprawy z Zaynem, ale podczas pisania zmieniłam plany bo Amy już w tym rozdziale miała spotkać się z Lou.

Mamy już po północy więc Happy Birthday Liam :D

Szczerze nie wiem kto napisze 13 bo Amy nie może załapać weny i już 12 dni nie dodała rozdziału. :(

Więc w takim razie do zobaczyska :p

Karlee.

posted from Bloggeroid

niedziela, 26 sierpnia 2012

Chcę tylko się przytulić, nie mam ochoty na wielkie uczucie..- 11

-A już myślałam że się będziesz cykać..- uśmiechnęłam się złowieszczo.
-Nie ma takiej potrzeby..- uśmiechnął się Hmm.. Niepewnie?
-Świetnie. Więc..
-.. co to za pomysł..?
-Mamusia nie nauczyła że się nie przerywa jak ktoś mówi?? - rzuciłam udając oburzenie.
-Nie.. - odpowiedział mi uśmiechem.
-To teraz za karę nie przedstawię ci mojego pomysłu.
-Ey!- udał oburzenie i śmiesznie poruszał brwiami.
-Jesteś taki śmieszny, ale to na mnie nie działa- zaśmiałam się cwaniacko.
-To też nie działa..? - zapytał po czym podszedł i mnie mocno przytuł. Tak właściwie to nie wiedziałam dlaczego to zrobił. Na początku byłam na niego trochę zła ale z każdą sekundą z którą mnie tulił nogi mi miękły a usta same wyginały się w podkówke. Nie wiedziałam czy odwzajemnić uścisk czy go odepchnąć. Ale kiedy bym to zrobiła on by mógł to źle odebrać. Chcę tylko się przytulić, nie mam ochoty na wielkie uczucie.. Loui był naprawdę śliczny ale bardziej rozbawiało mnie tego jego poczucie humoru. Po chwili wtuliłam się w niego. Kontem oka zobaczyłam że na jego twarzy pojawił się szeroki zaciesz. Patrząc z medycznego punktu widzenia nie ma konta oka, ale powiedzmy że użyłam przenośni. Po krótkim czasie odsunęłam się od niego i uważnie przyjrzałam się jego wyrazie twarzy. Ta mina- bezcenna.
-Chodźmy już- pociągnęłam go za rękę za sobą.

-Gdzie my jesteśmy.- zapytał kiedy weszliśmy do wielkiego budynku.
-Przekonasz się, ale muszę ci zawiązać oczy.
-Ugh... - Pokierowaliśmy się w stronę wind kiedy ona rusza zagadałam do Lou:
-Louis.
-Hmm..?
-A wiesz że z moim szczęściem do wind zatnie się ona między piętrami..?
-Że co? - zapytał unosząc lekko opaskę.
-Nic, nic- w tym momencie otworzyły się drzwi , a ja odetchnęłam z ulgą.-Nareszcie. Chodźmy. - ruszyłam pewnym krokiem przed siebie.
-Amy poczekaj. Przecież sam nie dojdę z związanymi oczami.
-No tak.- uderzyłam się otwartą ręką w czoło. Chwyciłam chłopaka za rękę i ruszyliśmy dalej.
-jesteśmy- krzyknęłam uradowana a Lou ściągnął opaskę.
-Studio tatuaży? - zapytał zdziwiony.
-Boisz się.?
-Nie, ale jaki ja sobie zrobię tatuaż?
-Nie wiem, coś się wymyśli.- Lou spuścił głowę udając że myśli.
-wiesz co?
-Hmm..?
-Teraz wyglądamy jak stare dobre małżeństwo.- uśmiechnął się nie odbywając wzroku od naszych splecionych rąk.
-Spadaj- rzuciłam z wielkim D na buzi i uderzyła go lekko pięścią W ramie.
-Lubie cię.- wyrwał dwa słowa nie wiadomo skąd .
-Cóż za szczere wyznanie.
-Dobra Amy bo my tam Nigdy nie dojdziemy.
-PocZekaj- rzuciłam szukając dowodu w kieszeni, ale go nieznalazłam tylko łańcuszek.
-Mogę zapiąć? - zapytał jakby.. ..niepewnie.
-Hmm..jasne.-uniosłam włosy lekko do góry żeby Lou mógł swobodnie go zapiąć.
-o ja-usłyszałam po chwili i poczułam zimne palce chłopaka na moim karku.
-Ty masz już tatuaż.
-Jak widać- uśmiechnęłam się tajemniczo.
-To jest..
-Tak Louis to jest kod kreskowy.
-Omg. Nigdy nie miałem odwagi sobie go zrobić.
-Cieszę się że jesteś szczery.
-A ty kiedy go robiłaś?
-Szczerze??
-No raczej- znowu się uśmiechnął
-Sama nie wiem- rzuciłam krótko a on zrobił minę 'wtf'
Widząc tylko jego wyraz twarzy powiedziałam krótkie 'nie pytaj' i Weszłam do środka.
-Dzień dobry. W czym mogę pomóc?- zapytała niska blondynka za ladą.
-Dzień dobry..em.. My chcielibyśmy zobaczyć katalog z tatuażamy.
- Chwileczkę.- Dziewczyna przyniosła 2 grube segregatory.
-usiądzie sobie tam. Jak na coś się zdecyduje to przyjdźcie do mnie. - podała mi segregatory i wskazała na stolik.
-Dzieki.

-Too! - wydarł mi się nad uchem Lou.
-Dobre słowa: Believe in yourself! (Uwierz w siebie )
-Tylko gdzie to teraz zrobić??
-Na prawej łopatce.
-Dobry pomysł. A ty wybrałaś coś??
-Tak jakby..
- Pokaż to. Łał. Zajebisty. Zrób sobie go po prawej stronie obok pępka.
-Cóż.. Nie lepiej na ramieniu.? Będzie lepiej widoczny.
-A tamten tatuaż już tak długo ukrywasz..
-A może i racja..
-A Am.. Nic nam się nie stanie.. Znaczy że nie będziemy mieli po tym żadnego zakażenia ani nic..?
- Lou to najdroższy i najbardziej profesjonalny salon w całym Oxfordzie. Zaufaj mi. To tutaj robiłam ten kod kreskowy.
-Dobrze więc chodźmy.- uśmiechął. Się i poszliśmy.

Po dwóch i pół godziny wyszliśmy. Lou był naprawdę zadowolony z tego tatuaża.
-Dziękuje ci Amy.
-Proszę.
-Ale dziękuje za ten wspaniale spędzony czas.
-Drogi Louisie Tomlinsonie. To ja tobie dziękuje że wtedy dałeś mi swój numer. Gdyby nie ty wtedy nie było by mnie tu teraz. Nie miała bym kolejnego tatuaża i nie poznała bym kolejnej wspaniałej osoby.
-To może dała byś się namówić na spacer. Wieczorem. Jak będziesz w Londynie? - Lou się trochę zająkał na co ja się głośno roześmiałam.
-Czy ty mi proponujesz randkę.? - chciałam go jeszcze trochę potrzymać w niepewności.
-Yy..nie...tak..to znaczy..tak jakby..
-Dobrze już dobrze. Z przyjemnością z tobą pójdę.
-Cieszę się.
-A teraz chodźmy na kolacje, głodna jestem.
-Ale..
-Spokojnie mojej mamy już nie ma..yy. poszła do pracy.
-Aha.
-Louisku mój ty kochany..- uśmiechnęłam się do niego.
-Słucham ja ciebie.
-Weź mnie na barana..
-Pomyślmy..- chyba nie muszę mówić że cały czas się śmialiśmy. Czułam się zajebiście w jego towarzystwie. Była bym w stanie poprosić go teraz o wiele rzeczy.
Lou popukał się palcem po policzka. Uśmiechnęłam się tylko i przyssałam się do jego policzka. Nie oderwałam od niego ust przez jakieś pół minuty bo chciałam zostawić na nim ślad, ale nie żeby to była malinka bo co by sobie o nim pomyśleli.
-Amy wariatko! - wydarł się ze śmiechem.
-Pocałować w drugi policzek??
-Nie dziękuje.
-Teraz mnie weź na barana.
-Wskakuj. - pochylił się a teraz ja wdrapałam mu się na plecy.

-Co chcesz do jedzenia..? Nie czekaj nic nie mów. Nie mam ochoty na gotowanie.Chodźmy gdzieś do restauracji.
-Jak chcesz. Może pojedziemy moim samochodem.?
-Może być.
-Wsiadaj.- Pokierowałam Lou do jakiejś knajpy. Jakiejś. Znaczy mojej ulubionej. Ja sobie wzięłam spaghetti a Lou kebaba i frytki. Najlepsze jedzenie.xd.

-Wiesz Amy jest już późno, muszę się zbierać.
-Szkoda.
-Mmm.. miło mi. Am..kiedy będziesz w londynie?
-Za 16 godzin 11 minut i 35 sekund.
-Będziesz jutro w Londynie.?
-Oczywiście. Akurat narazie przebywa moja siostra.
-a może ja po ciebie przyjadę.
-Skoro chcesz. Ale o 10 musiał byś tu być bo ja o 12 muszę być w Londynie.
-A ten nasz spacer to aktualny?
-Jasne. Czekaj na mnie przy Skate parku o 18, dobrze.?
-Jak sobie życzysz.
-Więc dobranoc, do jutra.
-Nie podwieźć cię do domu?
-Nie Dzieki pójdę do mamy.
-Więc dobranoc- Lou pocałował mnie w policzek i udał się do auta. Ja za to się odwróciłam i poszłam do szpitala. Mama stała akurat przy recepcji i brała jakieś papiery.
-No już myślałam że nie Przyjedziesz.
-Wiedziałam ze będziesz czekać.
-Opowiesz.
-Pogadamy jutro, nie jutro nie pogadamy bo jadę do Londynu. A masz trochę wolnego czasu?
-Nie bardzo. Właśnie karetka pojechała do wypadku i..
-Pani doktor jest pani proszone na sale operacyjną.
-już idę. Przepraszam cię Amy, ale muszę iść.
-Pa pa.- taa.. i znów zostałam sama.
Ruszyła głównymi ulicami Oxfordu w stronę domu. Zobaczyłam jakiś nowo otwarty klub, a przy nim kolejkę ludzi. Podeszłam zagadałam do ochroniarza i Weszłam bez kolejki. Rozejrzałam się do okoła po całej sali i zobaczyłam grupkę kolesi Podeszłam do nich, a oni się tylko na mnie popatrzyli.
-No co Kurwa nie poznajecie mnie?
-Że ty to ty?
-Że ja to ja.
-Szluge.
-Nie jonita- zasmiałam się z sarkazmem.
-A kiedyś była z ciebie taka grzeczna dziewczynka. Zero fajek zero alko.
-Ludzie się zmieniają. Mmm..mocne.
-Napijesz się.?
-Nie nie dzisiaj.

Wypiłam piwo i dokończyłam jonita i zmyłam się ok 2 do domku. Nie wiem jak tam reszta ekipy piła ale ja nie miałam zamiaru się upijać.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zarzuciłam na siebie szlafrok i Zeszlam otworzyć. W drzwiach ujrzałam uśmiechniętego Louisa.
-Co ty tu robisz tak wcześnie rano.?
-No przyjechałem po ciebie.
-Wchodź.
Po mnie? A my się umawialismy.?
-Nie panietasz.
-A która jest godzina.
-10:03
-Osz kurwa.
Daj mi 15 minut.- Lou się zaśmiał a ja szybko pobiegłam na górę.
Wzięłam szybki 5 minutowy prysznic, potem szybko założyłam jakieś dżinsowe rurki czarną bluzkę,czarne conversy w rękę czapkę wzięłam torbę którą przywiozła mi Viki ujmując tylko podr. Od maty. Wrzuciłam telefon kasę i słuchawki i zeszłam dół.
-Głodny?
-Nie. Ja jadłem. - uśmiechnął się.
-a tak w ogóle to Część Lou- Podeszłam i pocałowałam go w policzek.
-Siema Siema.
-to co jedziemy?
-Ta tylko wezmę Frugo.
-Po co ci Frugo??
-Muszę na jakiś czas zaspokoić głód.

-Wiesz Amy. Stąd jest kilka kilometrów do mojego domu. Może pojedziemy i zjemy śniadanie?
-Nie. Zjemy coś na mieście.
-Czyli jedziemy do mnie.
-Noo.. Lou no..
-Oj nie gniewaj się no..
-Przecież się nie gniewam..- zaśmiałam się i go pocałowałam w policzek.
-Ojeja jak miło..za co to?
- Że jak by to ująć troszczysz się o mnie i.. Chodźby dziękuje ci za to że po mnie przyjechałeś.-zająkałam się a on zaraz po mnie rozluźnił atmosfere swoim śmiechem.
-Wujek Louis zawsze do usług.

-Wow. Fajna chałupka. ChYba musiałeś wygrać w toto lotka.
-Ha ha. Nieee..
Wchodź..- otworzył drzwi przede mną a gestem zaprosił do domu. Ja mu się od razu władowałam się do kuchni.
-Ej ja ci dzisiaj zrobię śniadanie.
-Nie bo mi się chciało robić kolacji wczoraj.
Yy.. Co powiesz na tosty i marchewki w panierce. Gdy zaczęłam smażyć marchewki do kuchni przybiegł..hm.. Jakiś blondyn nie dosyć że w bokserkach to jeszcze zaspany.
-Louis ty robisz mi śniadanie- i rzucił się na mnie mocnonie przytulając. Zaraz nie wytrzymam ze śmiechu. Nic nie mówiłam tylko próbowałam powstrzymać śmiech. Po chwili ręką blondyn zaczął macać mnie po plecach, a potem po włosach.
-Louis to ty? - spojrzał w górę i zobaczył mnie znaczy że dziewczynę a nie jakieś zombie.
-Aaaaa.. - wydarł się i pobiegł na górę. My za to wybuchnelismy śmiechem i co chwilę udawaliśmy tego blondyna. po 5 minutach zbiegł na dół z pałką bejbolową i staną 5 metrów ode mnie.
-Kim jesteś i co robisz w moim domu.? - zapytał jakby lekko zdenerwowany.
-Jestem twoim aniołem. Zesłano mnie tu żeby ci robić codziennie rano śniadanie. ale skoro nie chcesz to nie. Może mnie ześlą do kogoś bardziej normalnego kto będzie mi wdzięczny za to że mu robię śniadanie a nie na mnie będzie z pałką bejsbolową.- udałam że się obrażam i skierowałałam się do wyjścia z kuchni.
Po chwili on do mnie podbiegł i uklękął przedę mną.
-Nie! błagam! Nie! Nie odchodź. Zrobię wszystko co chcesz tylko nie odchodź.-zaczął mnie całować po rękach.
-Dobra już ogarnij się. - zaśmiałam się i wróciłam do kuchni.

-Lou ja już muszę się zbierać.
-Hmm.. Szkoda.
-Spokojnie. Widzimy się dzisiaj wieczorem.
-Wiem, wiem. - uśmiechną się od ucha o ucha.
-No to narazie.
-Odwiedź cię?
-Nie dzięki, nie trzeba . Kawałek mam.
-Jak chcesz. To do wieczora. - pocałowałam go w policzek i wyszłam..

Gdy tak szłam myślałam sb po co ja w ogóle tu przyjechałam. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Liama.
-Cześć Liam.
-no Cześć Amy.
Coś się stało?
-Nie..znaczy tak.. Potrzebuje twojej pomocy.
-Jestem do usług.
-Zalozylam się z siostrą i tak niby przegrałam niby wygrałam ale muszę wykonać zadanie z zakładu.
-A jakie jest to zadanie.
-Pocałować jakiegoś chłopaka na ulicy.
-Uhuhhho.. Ostro.- zaśmiał się.- A w czym niby ja ci tam pomogę??
-Bo nie chce całować byle jakiego kolesia na ulicy.
-Aha. I że niby tym chłopakiem mam być ja.?- zaśmiał się.
-Emm.. Tak..
- Osobiście ci powiem że ja dzisiaj nie mogę poprostu nie wyrobie się. Przkro mi.
- Nosz Kurwa- zaklnęam cicho.
-Ale za to mogę ci przysłać kumpla . On napewno się zgodzi.
-Może być. Tylko błagam cię. Nie zawiedź mnie.
-Spokojnie.
-Dziękuje.
-Zadzwonie do ciebie gdzieś za pół godzinki.
-Ok.

Ruszyłam do hotelu w którym na pewno będzie tata i Maya.
Hmm.. Z tego co pamiętam to był pokój 216.Zapukałam i oparłam się o framugę.
-Cze.- Weszłam sobie do jej pokoju.
-No Siema Siema. Wiedziałam że Przyjedziesz- uśmiechnęła się cwaniacko.
-I Miałaś rację. Tylko pytanie po co przyjadę.?
-No ten... No do biura.
-Błąd. Przyjechałam tu tylko po to żeby wykonać zadanie.
-Ty naprawdę jesteś Pojebana
- dziękuje. Za półtorej godziny (14:30 )masz być gotowa.- rzuciłam i wyszłam.
Napisałam Liamowi sms-a żeby jego kumpel tak ok. o 3 (15:00) przechodził ulicą Oxford Street.
Po chwili Liam sam zadzwonił.
-Hallo?
-Co tam?
-Poprostu niech ten twój kumpel ok. 3 przechodzi przez Oxford Street. Niech sb idzie i się nie zatrzymuje ją go poznam. Tylko mi musisz wysłać jego zdjęcie.
-Dobra.
-Jeszcze raz Dzieki.

Wkońcu udałam się do jakiejś restauracji, knajpy, pizzerii, lokalu czy chuj wi czego się najeść.

--------------------

Uhuhuu!

No nareszcie udało mi się skończyć :))
To nie prawda co pisze Majka że się rozleniwiam, no może ma trochę racji, może trochę więcej niż trochę ale wczoraj znaczy dzisiaj byłam na weselu i miałam dosyć bo dopiero prawie o 7:30. poszłam spać a obudzilam się przed 10 xd.

Pewnie domyślacie się o którego z chłopaków chodzi. :) Potem z tego zakładu a mianowicie pocałunku trochę się namięsza.

Rozdział wyszedł trochę dłuższy niż zwykle ale sama wiem że końcówkę zjebałam bo ją pisałam rano i to taka kaszankę wyszła .

Aaa.. Co do nowego bloga to postanowiłam go założyć.. Nie wiem czy to dobry pomysł ale się okaże w krótce :D

Do zooobaczyska :p

Karlee.

posted from Bloggeroid

wtorek, 21 sierpnia 2012

Nowy blog.?

_Kochane_ ;))

Ostatnio do mojej głowy wpadł pomysł na nowego bloga. Szczerze jestem nim zachwycona, _ale_ nie wiem czy to.ma sens. Bo nie chce aby mój kolejny blog okazał się porażką .
Nie wiem co wy o tym myślicie, a mi szkoda marnować tego pomysłu.

_Kocham was_ <3

Karlee.

posted from Bloggeroid

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Boże, Amy, zmienień dilera! - 10

Po obejdzie Harry i Viki zaoferowali się do zmywania naczyń. Nie musieli wiedzieć, że mamy w domu zmywarkę, więc niech się trochę pomęczą. Stałam tak i przyglądałam im się uważnie. W końcu nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- Coś nie tak?
- Nie, skądże. - Podeszłam do szafki i ją otworzyłam ukazując im zmywarkę.
-Ty...! - syknął Harry i przerzucił mnie przez ramię. Co mnie jeszcze bardziej rozbawiło. - Boże, Amy, zmienień dilera! - zaśmiał się Loczek.
-Więc gdzie idziemy?
- Em... na 'sofę tortur'- powiedziawszy to rzucił mnie na sofę i zaczął łaskotać.
- Harry debilu! Nici z twoich tortur.
- Wcale, że nie?
- A właśnie, że tak.  - odparłam. - Nie. mam. łaskotek.- wymówiłam każdy wyraz wyraźnie i z dostatecznie długą przerwą między nimi.
- Hmm... - udając minę myśliciela usiadł na kanapie i zaczął obmyślać kolejny plan. Oparł głowę na dwóch palcach prawej ręki, ściągając usta i przybierając tym samym pozę filozofa. A jako, że do mądrych nie należał, tak i ta rola mu nie pasowała, więc po raz kolejny wybuchnęłam śmiechem. Obrzucił mnie jadowitym spojrzeniem.
- Już się tak nie wysilaj z tym myśleniem, bo się spocisz. - zaśmiałam się, stając za nim i poklepując go po główce. Następnie wróciłam do kuchni do Viki, która przyglądała mi się uważnie.
- Co? - zapytałam.
- Nie, nic. - odpowiedziała z uśmiechem. Dobra, nie to nie, nie będę naciskać.

Nasza "słitaaaśna" parka rzeczywiście się o trzeciej zgarnęła. Nie wyganiałam ich ani nic, żeby nie było. Bez przesady, nie jestem aż taka. Kędzierzawy nie wymyślił jak się na mnie zemścić. To oznacza, że albo zapomni, albo będzie myślał nad tym do... kiedyś tam. Kiedyś chyba mnie jeszcze spotka. Ale za bardziej prawdopodobną w przypadku tego debila uznałam wersję pierwszą.

Poszłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się z laptopem na łóżko. Sprawdziłam pocztę i jakieś tam portale. Po stwierdzeniu, że nic ciekawego już tu nie znajdę, zamknęłam sprzęt, odkładając go na miejsce.

Poszłam do kuchni. Sięgnęłam czystą szklankę, a następnie wyjęłam pomarańczowy sok z lodówki, chwilę później napełniając nim naczynie.  Zdążyłam upić tylko jeden łyk, ponieważ rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Ostawiłam szklankę na blat i ruszyłam otworzyć. Louis.
- Heeej! - przeciągnął na powitanie z wesołym uśmiechem.
- Heeej - przedrzeźniłam go, na co uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jeśli to w ogóle było możliwe. - Wejdź - przepuściłam go do środka. Wskazałam salon, do którego chwilę później się udaliśmy.
- Napijesz się czegoś? - spytałam. Wypadało być uprzejmą.
- Nie... dzięki. - odparł, po raz kolejny rzucając mi uśmiech.
- No to, że tak spytam... Czemu dzwoniłeś i czemu to nie była sprawa na telefon? Co się stało? - spytałam prosto z mostu.
- Spokojnie, nic poważnego. - uśmiechnął się. Ponownie.
- To czemu tak ci zależało na osobistym spotkaniu?
- Bo przez telefon nie mógłbym zrobić tego... - rzucił tajemniczo, po czym uważnie mnie obserwując zaczął się niebezpiecznie zbliżać. Jednak on nieoczekiwanie objął mnie ramionami i po prostu mnie mocno uściskał jak pluszowego miśka.
- Oni mi ukradli mi marchewki! - zaczął płakać. Wytrzeszczyłam ze zdziwienia oczy.
- Słucham? - spytałam słabo.
- Ukradli mi moją największą miłość. Moje marchewki mi zakosili! - pożalił się. Odsunęłam go od siebie na wysokość ramion. Przyjrzałam mu się z podejrzeniem, że coś ćpał. Jednak jego oczy były normalne i ogólnie nie zauważyłam nic, co by na to wskazywało.
- Dzwonisz do zupełnie obcej dziewczyny i prosisz o spotkanie z nią, tylko i wyłącznie po to, żeby się do niej przytulić i pożalić, że ktoś ci zjadł jakieś tam marchewki?! - chciałam się upewnić.
- Em... no... tak. - odparł szczerze i na jego twarzy znów zagościł szeroki uśmiech. Zaczęłam się głośno śmiać. Cała ta sytuacja wydała mi się tak komiczna! Louis w pierwszej chwili się zdziwił moją reakcją, jednak po krótkim czasie dołączył do mojego rechotu. Którego oboje nie potrafiliśmy opanować.
- Boże, Amy, zmień dilera! - wykrzyknął wciąż się śmiejąc. Dostałam jeszcze większego "napadu"
- A wiesz, że już to dzisiaj usłyszałam?
- A widzisz... - westchnął. - Widocznie rzeczywiście powinnaś tak zrobić...
- Możliwe - ponownie zachichotałam. Do naszych uszu dobiegł odgłos otwieranych drzwi. Wstałam sprawdzić kto to. Mama.
-Dzień dobry. - przywitała się dość dziwnie. Trochę to zabrzmiało zbyt oficjalnie i zastanawiałam się o co jej chodzi.
- Dzień dobry - zabrzmiało tuż nad moją głową. Louis stał tuz za mną. Mama spojrzała na mnie pytająco.
- Mamo to jest Louis. Louis to jest mama.
- Miło mi panią poznać. - chłopak grzecznie do niej zagadał.
- Mi ciebie również. Amy nie...
- Tak właściwie - przerwałam jej. - to my się mieliśmy właśnie zbierać, prawda Lou? - posłałam mu znaczące spojrzenie. Chyba mniej więcej zrozumiał.
- Tak, tak.
- Aha... - westchnęła rodzicielka. - W takim wypadku nie będę wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze. - powiedziała jeszcze zanim zamknęliśmy za sobą drzwi. Przeszliśmy w ciszy mały kawałek i dopiero po chwili zabrałam głos.
- Chciałam uniknąć zbędnych pytań mamy. - wyjaśniłam bez ogródek.
- Rozumiem. To... gdzie idziemy? - spytał.
- Mam pewien pomysł... - uśmiechnęłam się chytrze. - No chyba, że się boisz? - spojrzałam wyzywająco. Teatralnie rozejrzał się wokół siebie sprawdzając czy nie ma tam nikogo.
- Ja? No coś ty... Co to za pomysł?











Przepraszam bardzo, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział...

Mam nadzieję, że przynajmniej w połowie sprostałam waszym oczekiwaniom co do rozdziału i mnie. Piszcie szczerze jak się spodobało ;)